emocje w biznesie

Emocje w życiu – strach.

Dziś miałam pisać na zupełnie inny temat, ale jak to często bywa, życie ma własny plan i niekiedy trzeba się dostosować. Tym razem inspiracja podpowiadała mi, żeby połączyć moje dwie pasje w jednym temacie: starą, ale wciąż aktualną, psychologię i nowy, wciąż odkrywany, biznes.

Dziś chciałabym poświęcić kilka linijek emocjom i ich sile sprawczej.

Zmiany, zmiany, zmiany…

Nie głoszę tego wszem i wobec, ale ten rok, właśnie 2018, jest bardzo przełomowy w moim życiu. To czas, kiedy w wyniku wielu okoliczności, muszę o 180° zmienić swoje dotychczasowe życie. Czy planowałam zmiany? Nie! A dlaczego? Przez strach!

Przy okazji artykułu o motywacji, pisałam o trudnościach związanych z wyjściem ze swojej strefy komfortu. Człowiek boi się porzucić to, co wygodne, sprawdzone i pewne. Tak naprawdę nigdy nie wiemy, co czai się za rogiem do momentu, w którym nie zdecydujemy się sprawdzić tego osobiście.

Ja też się bałam, a ze zmianami nosiłam się KILKA LAT! Tak, dobrze przeczytaliście. Kilka lat stagnacji i zawieszenia w miejscu, a to wszystko przez strach przed nieznanym i zapewne trochę z powodu braku pewności siebie i małej wiary we własne umiejętności i doświadczenia.

Emocje w biznesie, emocje w życiu.

Tak to właśnie jest, że emocje niekiedy są naszymi sprzymierzeńcami, a niekiedy tylko przysłowiową kłodą rzuconą pod nogi.

Strach, bo na nim chcę dzisiaj najbardziej się skupić, pozwolił nam przetrwać. To, takie ewolucyjne zapewnienie przeżycia. Kiedyś to strach kazał uciekać przed wściekłą zwierzyną. Jednakże ten sam strach, który mógłby uratować nam życie i pewnie przez wieki stymulował nas do ucieczki w odpowiednich momentach, dziś paraliżuje nas przed zrobieniem kolejnego kroku w nieznane.

Ja bałam się skoczyć stojąc na krawędzi „przepaści”. Czekałam, nie wiadomo na co, aż pewnego dnia ktoś mnie popchnął i nie mając wyjścia straciłam grunt pod nogami.

Straciłam grunt pod nogami, ale nie spadłam!

Emocje w biznesie

Nie pozwoliłam sobie na stracenie ani jednej chwili i zaczęłam działać. Owszem cały czas się boję i nie mogę mieć pewności, że podejmuję właściwe decyzje. To wszystko zweryfikuje czas. Jednak uważam, że najgorsze, co mogłabym zrobić i co mógłby zrobić każdy z was, to znów nie podejmować żadnej decyzji.

Emocjonalny rollercoaster

Nie można się bać zmian, ale także samego odczuwania emocji. Wiadomo, że ten ucisk w brzuchu, spocone dłonie, przyspieszony oddech to nic przyjemnego, ale to znaczy, że żyjemy i że coś się dzieje. Dużo mniej odczuwamy siedząc w fotelu i patrząc przed siebie, ale chyba nie o to chodzi, żeby zawsze było wygodnie. Niekiedy trzeba pokonać wzburzone fale, aby znów móc zacumować w bezpiecznej przystani i nabrać sił na dalszą drogę.

Kończąc z wywodem, ale nie z emocjami…

Nie podam gotowej recepty, jak radzić sobie ze stresem, jak poradzić sobie z emocjami, bo takich poradników jest masa. Ja chcę przekazać myśl, która dla mnie jest szalenie ważna:

Odczuwanie emocji jest bardzo istotne dla  rozwoju człowieka!

Nigdy nie tłumcie emocji. Nauczcie się je nazywać i wykorzystywać ich wartość w działaniu.

Nigdy nie bójcie się nowości. W najlepszym wypadku możecie wiele zyskać, a w najgorszym uzyskacie kolejną lekcję w życiu.

A strach? Strach jest naszym przyjacielem nawet jeśli utrudnia przedstawienie prezentacji przed zarządem, nawet jeśli utrudnia zaproszenie dziewczyny na randkę,

Strach jest naszym przyjacielem, bo potrafi motywować, potrafi pchać do działania.

Myślę, że trzeba właśnie tak na niego patrzeć, aby móc go poskromić i nie czynić z niego wroga.

Elevator pitch

Elevator pitch – jak się zaprezentować i nie zwariować!

Dziś postaram się napisać słów kilka na temat elevator pitch lub elevator speech, jak kto woli. Skąd tak przewrotny tytuł? A właśnie stąd, że swoją mowę tworzyłam na potrzeby kursu „Wirtualna asystentka i social media ninja” i powiem wam, że pomimo zainwestowania sporej ilości czasu, wciąż nie jestem z niej zadowolona.

Pewnie wielu z Was zastanawia się teraz: „Po co ona w takim razie pisze ten tekst?”. Nie martwcie się, nie zamierzam robić z siebie mistrzyni i się wymądrzać, ale w ciągu tych dwóch tygodni walki z elevator pitch, przemyślałam kilka kwestii i moje wnioski mogą się Wam na przyszłość przydać.

A co to takiego ten elevator pitch?

Elevator pitch to nic innego, jak krótka prezentacja swojej osoby, swoich usług bądź produktu. Nazwa wzięła się z założenia, że elevator pitch ma trwać tyle, ile jazda windą z parteru na ostatnie piętro, czyli nie więcej niż 30 sekund. W ciągu tego czasu dobrze byłoby przedstawić się i opowiedzieć o sobie tylko tyle, aby wzbudzić zainteresowanie rozmówcy. Oczywiście nie chodzi o to, aby „polować” na słuchaczy. Takie treści mogą okazać się przydatne na różnego rodzaju konferencjach lub spotkaniach networkingowych, gdzie spotyka się wiele osób z różnych branży.

Elevator pitch u Chrisa O'Leary

Amerykanie mają badania na każdą okazję. Absolutnie na każdą. Pisali też sporo o wspomnianym elevator pitch. Na przykład taki Chris O'Leary stworzył dziewięciopunktową listę według, której powstaje idealna elevator pitch. Sprawdźmy zatem jaka jest idealna prezentacja swojej osoby:

  1. Zwięzła (ang. concise) – prezentacja nie powinna trwać dłużej niż 30 sekund i jednocześnie musi zawierać całą wartościową treść.
  2. Zrozumiała (ang. clear) – powinna składać się z prostego słownictwa. Generalnie przy tworzeniu elevator pitch odradza się używania specjalistycznego żargonu.
  3. Istotna (ang. compelling) – elevator pitch to zbiór najważniejszych informacji o Tobie i Twojej usłudze.
  4. Wiarygodna (ang. credible) – te kilka zdań musi przekonać odbiorcę do pełnego profesjonalizmu Twoich działań.
  5. Treściwa (ang. conceptual) – w swojej prezentacji należy zawrzeć suche fakty i twarde argumenty nie rozbudowując nadmiernie treści.
  6. Konkretna (ang. concrete) – należy unikać wchodzenia w szczegóły, bo to niepotrzebnie wydłuża całą przemowę.
  7. Stosowana (ang. customized) – elevator pitch powinna być dopasowana zarówno do sytuacji, jak i do odbiorcy.
  8. Spójna (ang. consistent) – każda wersja Twojej elevator pitch powinna zawierać sporą część jednakowych danych, a różnić się szczegółami odpowiednimi dla danego odbiorcy.
  9. Konwersacyjna (ang. conversational) – dobra prezentacja intryguje, pozostawia po sobie pytania, a przede wszystkim zapada w pamięć.

Istny zawrót głowy z tymi zasadami, prawda? Szczerze mówiąc ciężko mi było stworzyć krótki, konkretny tekst zawierający wszystko, co umiem, posiadający stałe treści, ale jednocześnie na tyle elastyczne, aby dla każdego były indywidualnie dopasowane… A co na to inni?

Inne spojrzenie na elevator pitch

Świetne podejście do elevator pitch ma Dorie Clark, profesor zarządzania biznesem w Fuqua School of Business przy Uniwersytecie Duke oraz autorka wielu książek z zakresu przedsiębiorczości. Odchodzi ona od tradycyjnego schematu elevator pitch. Jej podejście jest dużo bardziej elastyczne. Owszem zakłada prezentowanie siebie w jak najlepszym świetle, ale tylko wtedy, gdy rozmówca o to zapyta, aby było to jak najbardziej naturalne. Według niej nie powinny to być pierwsze słowa skierowane do odbiorcy. Owszem rozmówca ma nas zapamiętać, ale jako profesjonalistów, a nie jak nachalnych desperatów usiłujących na siłę się przypodobać. Dodatkowo Clark wyklucza stosowanie wcześniej przygotowanej mowy.

Muszę się w pełni zgodzić z Panią Dorie Clark. Stworzyłam wymuskany, płynny tekst pochwalny, w którym wymieniam wszystkie swoje zalety i cały dorobek zawodowy i ogólnie klękajcie narody, taka jestem dobra, ale… No właśnie, ale! Za każdym razem, gdy prezentowałam swoje przemówienie, byłam spięta i pilnowałam każdego słowa, aby czegoś z tej wspaniałej treści nie zgubić. Dlaczego nie mówiłam spontanicznie? Bo w wielu źródłach czytałam, aby mieć przygotowany wcześniej tekst, nauczyć się tych kilku zdań i wykorzystywać je przy nadarzających się okazjach. To po prostu nie działa. A przynajmniej nie u mnie.

Podsumowanie

Kończąc już muszę przyznać, że tworzenie mojej własnej prezentacji elevator pitch, zmusiło mnie do dość dokładnej analizy samej siebie w kontekście bycia specjalistą. To jest świetne ćwiczenie dla każdego, kto Tworzy swoją markę i dopiero określa siebie, jako przedsiębiorcę. Wiadomo wtedy, które sfery są naszymi mocnymi stronami, a nad czym jeszcze warto popracować. A skoro to ćwiczenie pozwoliło mi określić kolejne obszary do rozwoju, to było jak najbardziej warte mojego czasu. Teraz wiem dokładnie, co mogę zaoferować potencjalnemu klientowi, ale zrezygnuję z „gotowców”.

Motywacja

Motywacja – jak działać, aby nie tracić zapału.

 

Motywacja towarzyszy człowiekowi w rozwoju, w procesie tworzenia, a także podczas życiowych zmian. Dzięki niej nasz wewnętrzny motor napędza wszystkie mechanizmy do podejmowania działań. To ona sprawia, że dźwigamy się po porażkach i stajemy znów naprzeciw wyzwaniom.

Dlaczego tak to działa? Bo nam zależy!

Motywacja wewnętrzna a zewnętrzna

Niezależnie od tego czy mówimy o motywacji do pracy, do odchudzania czy też choćby do nauki, należy podkreślić jej główny podział:

  • motywacja zewnętrzna – pod tym pojęciem kryje się, kolokwialnie mówiąc, system kar i nagród. Motywować nas może perspektywa zysku lub strach przed konsekwencjami. Tak czy inaczej pojawia się tutaj ktoś trzeci, kto definiuje, to co nas czeka po wykonaniu bądź niewykonaniu zadania;
  • motywacja wewnętrzna – ta idea zakłada, że do działania napędzamy się sami poprzez chęć realizacji celów i założeń, które sami obraliśmy.

A jak zmotywować się do zmian w swoim życiu?

Najtrudniej człowiekowi zmusić się do wyjścia ze swojej strefy komfortu. Niby wiadomo, że pomimo tego, że sytuacja jest wygodna to utknęliśmy w miejscu i aby móc dalej się rozwijać, to należałoby coś zmienić. Niby wiadomo…., ale co z tego?

W jaki sposób się do tego zmusić? Jak się za to zabrać?

Motywację głównie wyzwala ciekawość i chęć osiągania założonych celów i ten rodzaj motywacji jest najtrwalszy. Skoro jest najtrwalszy to i najbardziej skuteczny. Jeśli zatem wpadniemy na świetny pomysł na siebie to nie czekajmy tylko NATYCHMIAST zacznijmy działać. Najważniejszy jest pierwszy krok i nie możemy czekać, aż motywacja zacznie słabnąć a nas ogarną wątpliwości.

Już zacznij działać!

Aby podtrzymać motywację na jednakowym, wysokim poziomie, warto jest zastosować kilka trików:

  1. Poznaj cel – każdemu z nas babcia powtarzała, ze strach ma wielkie oczy. Jakże wiele jest w tym prawdy. Poznaj zatem swój cel. Wydaje się być odległy i nieosiągalny? A co jeśli trochę go poznasz? Poczytaj, poszukaj, popytaj. Zapoznanie się z tematem znacznie zmniejszy Twoje obawy, a co za tym idzie, zwiększy Twoją motywację, bo przecież nie taki diabeł straszny jak go malują.
  2. Zacznij od małych, prostych zadań – zacznij od czegoś łatwego. Niech Twojego ego poczuje przyjemne łaskotanie spowodowane sukcesem. To z całą pewnością zmotywuję Cię jeszcze bardziej.
  3. Duże zadania rozbijaj na etapy – ta zasada jest bardzo analogiczna do tego, co napisałam powyżej i również zakłada, żeby na raz robić jedną rzecz i najlepiej nie wielkiego molocha, a coś drobnego. Nie ma sensu przytłaczać się na raz zadaniem ponad siły skoro można zmierzyć się z jego poszczególnymi etapami.
  4. Wizualizuj cel – najprzyjemniejsze zostawiłam na koniec. Wyobraź sobie, że jesteś tam gdzie zakładałeś, że chcesz być. Chciałeś osiągnąć sukces na ścieżce zawodowej? Wyobraź sobie siebie na fotelu prezesa. Marzą Ci się podróże z dreszczykiem emocji? Pomyśl jak świetnie będzie przemierzać dżunglę amazońską. To przyjemne z pożytecznym. Po pierwsze większość z nas lubi marzyć, a po drugie wizja osiąganego celu wzmaga motywację, a o to nam przecież chodzi.

Mam nadzieję, że chociaż odrobinę przybliżyłam Wam tematykę motywacji. |Jest to jedynie szczyt góry lodowej, bo temat jest szalenie rozległy. Chętnie poznam Wasze sposoby na motywowanie siebie do działania.

Na koniec pozostaje mi tylko życzyć osiągania celów i samych sukcesów.